Blog Perfumowany
piątek, 27 listopada 2009
Jesień 2009. Część II: perfumy dla mężczyzn.

Chwilowo przeżywam kryzys twórczy i mało węszę, zdradzając coraz cześciej Flakonika dla Kawowego, ale zmobilizowana, zgodnie z obietnicą, serwuję dzisiaj drugą część przeglądu perfum na jesień 2009. Kto nie czytał części pierwszej, zapraszam tutaj. Dzisiaj wybrane perfumy dla mężczyzn, nowości w większości debiutujące w okolicach września na polskich półkach.

Przyznam, że o ile przedstawiając propozycje na jesien dla kobiet musiałam wybrac te najciekawsze, żeby nie robić wpisu na kilka scrolli, o tyle pisząc o perfumach męskich na tę jesień, muszę kategorie mocno rozszerzyć. propozycjin ie ma tak wiele, a część "nowości" to debiuty z minionej zimy, które u nas dopiero teraz doczekały się miejsca na półkach. Ale nie ma co narzekać, przechodzimy do rzeczy.

Jak nie było Kennetha Cole'a, to nie było. A jak sie pojawił, to całą serią. Z tej amerykańskiej kolekcji polecam dwie propozycje: dla prawdziwego mężczyzny oraz mężczyzny prawdziwego inaczej. Dla pierwszego: męski, klasyczny RSVP - zachowawczy i na każdą okazję, dobry kumpel o każdej porze dnia. Dla drugiego: owocowy T-shirt - moim zdaniem wręcz dziewczyński, osobiście poratowałabym go jakim cedrem albo czym, żeby nie był tak kobiecy.

Zresztą, sektor męskich perfum o świeżych, lekko słodkich czy owocowych nutach, które dotąd przejawiały się w Allure Homme Sport czy Aqua di Gio powoli zaczyna przekraczać granice i wchodzić na ziemię niczyją unisexów. Przykładem propozycja Yves Saint Laurent La Nuite de L'Homme, nie wiedzieć czemu pojawiająca się u nas w niektórych perfumeriach jako nowość, choć zadebiutowała na poczatku tego roku. Tak czy owak, jeśli się na to natkniecie, wiedzcie, że tym zapachem możecie się dzielić z ukochaną - równie dobrze możnaby go zakwalifikowac jako zapach kobiecy.

Rozczarował mnie Zen For Men. Skóra, piżmo i egzotyczne owocowe nuty trącą dla mnie zbyt mocno Diamonds Armaniego. A jak wiecie, za tym nie przepadam. Ale jeśli ktoś ma przeciwne zdanie co do tego typu kompozycji, to polecam. Zen jest na pewno ciekawszy niż Diamonds, bardziej wyrafinowany.

Z zapachów, których nigdy nie kupię mężowi, pojawił się nowy Fahrenheti Diora - Fahrenheit Absolute. Ale tym, którzy pierwsza wersję lubią, szczególnie polecam. Absolute jest bardziej powściagliwy, szlachetniejszy i zdecydowanie lepszy.

Na koniec smaczek: Hot Water Davidoffa. Przedziwna mieszanka ziołowego absyntu, czerwonej bazylii, papryczki Pimento, pacuzli i drzewa sandałowego. Typ korzenno-orientalny. Jeszcze się do niego nie ustosunkowałam, wciąż się waham. Natomiast producenci poszli na cąłość i postanowili jednoznacznie zasugerować chłopakom, na co moga liczyć, jeśli użyją Hot Water. Sami zobaczcie...:)

 

 

Osobiście jestem zdania, że seks w wodzie i na piasku rodzi pewne... nazwijmy to utrudnienia i nie pozwala tak do końca oddac się rozkoszy. No ale może to nie taka zwykła water tylko hot water. A teraznajlepsze: zobaczcie jak sie kręci taki clip. Nie tylko kobiety potrafią udawać orgazm;)

 

czwartek, 09 kwietnia 2009
Davidoff Adventure - nie tylko dla dresów

Na początek wyjaśnienie: jakby ktoś miał pretensje, że na flakoniku tak długo nie pisałam, to chcę powiedzieć, że to wszystko przez Mery!

Napisałam jej przypadkiem, że ostatnimi czasy wąchałam Adventure Davidoffa, a ona mi na to, że jego perfumy to takie zapachy dla dresów. Och, ubodło mię to, udbodło...! Coś się we mnie spięło, ścięło i zacięło. Długo się zbierałam, aż wreszcie niczym Feniks z popiołów powstaję by zakrzyknąć: A mnie się podoba!

Zawsze uważałam, że typowe perfumy stargetowane na dresów to przede wszystkim adidasy , a zwłaszcza król dresiarskich serc - adidas czarny. Ale davidoff? Skąd takie skojarzenia? Byc może dlatego, że Cool Water jest jednym z najcześciej podrabianych zapachów dla mężczyzn, podobnie jak Coco nr 5 dla kobiet (to dlatego pachną nimi babcie w kościele).

Adventure jest inny. Jest świeży i ujmujący. W innej kategorii, bardziej obrazowej: to nie jest smoking, który zakładamy rzadko na wyjątkowe wieczory. To jest wygodny strój na codzień. Bezpretensjonalny i przyjemny. Męski i niezobowiązujący.

Bardzo odświeżająco i energetyzująco pachnie pierwsza nuta: mandarynka, limonka, czarny pieprz i ostrokrzew paragwajski. Serce zapachu to nuty sezamu i przypraw, które wprowadzają trochę zmysłowości. Jak powiedział jeden ex-myśliciej SLD, mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy: Davidoff Adventure kończy się męsko - cedrem, wetiwerem i białym piżmem. I to mi się podoba.(Żeby nie być gołosłowną dodam, Że Adventure stanie obok Allure Homme Sport na półce mojego Piotrka).

Na koniec słówko o flakoniku, który kojarzy się z piersiówką - strzał w dziesiątkę. Kształt, nazwa i kolor perfum oraz sam zapach świetnie ze sobą współgrają. Podobnie jak spot z Evanem McGregorem. Patrzysz i wiesz, co dostaniesz. Polecam facetom, którzy nie lubią siedzieć za biurkiem, a odpoczywają tylko wtedy, kiedy się porządnie zmęczą!. A, Droga Mery, nie wydaje mi się, żeby któryś dresik miał ochotę na taki lifestyle;)

11:00, mr_magdaro , FOR MEN
Link Komentarze (13) »
sobota, 21 marca 2009
XS. Dla mojego Salsero

Są zapachy, które trudno mi na Flakoniku opisywać. Bo nie bardzo mogłabym na przykład mówić o Coco Mademoiselle nie pisząc o mojej szefowej, a gdybym napisała, co myślę o Euphorii Calvina Kleina, nie mogłabym powstrzymać się od uszczypliwości w stosunku do koleżanki z pracy, która mnie tym zapachem podduszała sukcesywnie przez kilka miesięcy. Tak samo niezręcznie pisać mi o skojarzeniach z XS Paco Rabanne, ale cóż, liczę, że mój facet nadal nie czyta mojego bloga i mogę sobie pozwolic na taki wpis...;)

Robię go akurat dzisiaj, bo jestem świeżo po spotkaniu z Marcinem, z którym kilka lat temu spędzałam długie godziny w dusznych salach treningowych ćwicząc salsę i inne rozkoszne latynoskie tańce. Były to jeszcze czasy, kiedy nie wszyscy polscy celebryci tańczyli na lodzie lub z gwiazdami, a my prawie każdego dnia po trzy godziny w obdartej sali z pękniętym lustrem wylewaliśmy siódme poty. Dawaliśmy sobie niezły wycisk. Pamiętam, jak z Marcina się lało, a ja wylewałam na siebie wodę mineralną, zwłaszcza jednego lata, kiedy temperatury biły rekordy.

Z tańcem to jest tak, że nie ma mocnych. Ja tam się nie dziwię, że foremniakowa (że sobie pozwolę z małej litery) publicznie zdradzała męża, cichopkom tańczy w brzuchu mały hakiel i coraz to nowe gwiazdy padają w ramiona tańczących z nimi tancerzy. To jest niesamowita burza hormonów, to jest pot i dotyk i kto tego nie doświadczył, pewnie nie zrozumie. No nie ma opcji, żeby trenując razem taniec nie spolaryzować się w końcu. Siła takiej bliskości pokonuje wszystkie bariery, nawet nazą naturę. (Na marginesie dodam, że marzę o chwili, kiedy media skończą wreszcie z tymi McTańcami, które odzierają taniec towarzyski i pochodne z wszelkiego uroku. Wolałąm czasy, kiedy na pokaz tańca czekało się na eurosporcie do 2 w nocy, a potem z wrażenia nie można było zasnąć.)

W tamtych cudownych czasach, kiedy chodziłam do pracy tylko po to, żeby szybciej upłynął mi czas do treningu, kiedy na wykładach ruszałam pod stołkiem stopami przypominając sobie ostatnie figury, w tamtych beztroskich czasach Marcin pachniał właśnie XS Paco Rabanne. Na początku nie przepadałam za nimi, gdyby mnie ktoś zapytał wtedy o XS, nie poleciłąbym i byłam pewna, że nic nie zmieni mojego stosunku do nich. Ale kiedy przestalam zwracać na nie uwagę, kiedy się połączyły z tymi wszystkimi dodatkami, o których wyżej, wdarły się do mojej świadomości stając się jednym z najbardziej zmysłowych zapachów męskich, jakie znam. Dzisiaj nie ma możliwości, żebym nie zwróciłą uwagi na faceta, który nimi pachnie.

Oczywiście jestem gotowa na krytykę tej części z Was, której się ta kompozycja nie podoba. Bo i mnie się dawniej, jak powiadam, nie podobała, ale dzisiaj postanowiłam sobie pozwolić na 100% subiektywizmu i polecić. Chociażby dlatego, że należą do tych nielicznych perfum, które się zapamiętuje na lata.

Kończąc ten ekshibicjonistyczny wpis dedykuję go oczywiście mojemu ex-Salsero, z którym dzisiaj tańczą już inne panienki, a który mógłby sam równie dobrze pisać swojego Flakonika, bo kolekcja jego perfum oraz nos do nich są bardziej rozwinięte niż u mnie. 

Trochę się rozpisałam, mam nadzieję, że nikt się nie rozchorował z żenady nad moimi wynurzeniami. Na deser najpiękniejsza rumba, do jakiej tańczyłam - niżej w moim ulubionym wykonaniu Guadelupe Pineda (niestety nie znalazłam video z jej udziałem:/),  a tutaj do innego wykonania tańczy para.

 

00:21, mr_magdaro , FOR MEN
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 stycznia 2009
Dla zwierzęcia, które drzemie obok Ciebie

Pamiętacie reklamę nowego zapachu Guerlaine - Homme, którą anonsowałam jakiś czas temu? W naszej rodzimej dżungli claim tego zapachu brzmi "Dla zwierzęcia, które drzemie w Tobie". Kuszona obietnicą, wyruszyłam więc na łowy...

No cóż, spodziewałam się, że nowy zapach Guerain zaliczymy do jednego z tych, od których rozpinają się bluzki i już po pierwszym kontakcie przed oczami (choćby wyobraźni) stanie uroczy, dziki zwierz. 

Tymczasem zwierzę, który drzemie w mężczyźnie Guerlain to co najwyżej jakiś niegroźny biały pudelek. Rokokowy przebieraniec w białych rajstopach i wypomadowanej peruce. Producent zapowiadał, że Guerlain Homme inspirowany jest podwójną naturą mężczyzny: ludzką i zwierzęcą. Co do podwójnej natury w tych perfumach, jednego jestem pewna - są da tych, wktórych drzemie mężczyzna i kobieta (abstrahując od tego, która z nich będzie tą zwierzęcą;). Jest bowiem Guerlain Homme bardzo bogaty, pełen przepychu, lecz jakby zbyt daleko posunięty w stronę kobiecości, nie będąc jednocześnie uniseksem. Bo z czym też kojarzy Wam się taki zestaw: bergamotka (o! i to w pierwszej nucie!), limonka, pelargonia, zielona herbata, geranium? Jest co prawda i mięta i cedr, i wetiwer, ale cóż z tego? Nie wszystke zabawki są dla chłopców, Panie Guerlain, mama Panu nie mówiła?

Nie mówię tej mieszance stanowczego nie, bo nie jest to zapach nieprzyjemny. Więcej! Jestem nawet pewna, że znajdzie swoje zwolenniczki. Ale jeśli miałabym polecić, to tylko i wyłącznie na wieczór, a najlepiej - karnawałowy!

Szczerze przyznam, że czuję się rozczarowana. Nie wiem, Drogie Panie, jakie zwierzaki drzemią w Waszych mężczyznach, ale wiem na pewno, ze ten, co drzemie obok mnie, to na pewno nie jest od Guerlain.

21:26, mr_magdaro , FOR MEN
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 stycznia 2009
Pi x Pi + Pi = Givenchy

Za mało Wam było o perfumach dla meżczyzn? Dzisiaj będzie o trzech zapachach na raz. Tę baśń o trzech braciach opowiada nam (nie, nie ten świntuch Fredro) Givenchy.

Pierwszy brat to był Pi. Jako pierworodnemu, przypadło mu w udziale iście królewskie bogactwo - pełen przepychu flakon wypełniony akordami drzewa gwajakowego i sosnowych igieł. Kto zbliżył się do najstarszego brata mógł się jednak przekonać, że jego szaty, poza leśnymi nutami, którymi nasiąkły podczas polowań, zdradzały jego filuterną jak kwiaty pomarańczy, aromat mandarynki a także bazylię i estragon, za ktorymi Pi wprost przepadał. Magnetyzujący, o orientalnej urodzie dojrzały Pi miał w sobie szczyptę wanilii, jeśli cukier, to już brązowy, a taże gorzki migdał. Podczas wieczorów błyszczał w towarzystwie i przyciągał jak magnes, ale tylko tych, którzy lubili jego gwałtowną naturę, których nie raziła obftość formy i orientalny szyk.

Drugi brat, Pi Fraiche, nie podzielał zamiłowania do zalotów i arystokratycznych uciech brata. Dziki był jak leśny zwierz, zapach ambry, sandałowego drzewa i liśći szałwi sprawiał, że ci, którzy od niego nie stronili, przepadali za jego towarzystwem. Nieco cierpki jak mandarynka i limonka, zakochał się w swym życiu w trzech damach: soczyście młodej i radosnej Śliwce, subtenej i dziewczęcej Bergamotce oraz demonicznie zmysłowym Jaśminie.

Najmłodszy z braci, młodszy od najstarszego o 10 lat Pi Neo, zrównoważony, pełen spokoju i młodzieńczej siły co i rusz odpływał w swoje odległe i niedostępne światy Toscanol, Safraleine i Cosmone. Kiedy jednak schodził na ziemię, roztaczał radosną atmosferę wanilii i bergamotki, w obejściu naturalny, pachnący rzemieniem, tytoniem, mirtem i drzewem cedrowym, najbliższym objawiał swe waniliowe ciepło i niepokojącą paczulę.

Tak to trzej bracia walczą o względy każdego nosa, który się nad nimi pochyla. I ja tam byłam, skórę swą skropiłam, a  moje serce zostało w rozterce;) o! 

ps: Musicie mi wybaczyć tę pretensjonalną bajeczkę, ale nie mogłam sobie odmówić;) Mam nadzieję, że choć trochę wiecie, czego się po trzech Pi spodziewać:)

 

20:50, mr_magdaro , FOR MEN
Link Komentarze (9) »
środa, 17 grudnia 2008
Diamonds are not the best ARMANI’S friends

Krótko po wersji dla kobiet, reklamowanej przez Beyonce, Armiani zaprezentował Diamenty dla mężczyzn. Spodziewałam się zapachu zniewalającego i ostrego, jak narzędzie do przecinania szklanych komnat najbardziej niedostępnych kobiecych serc. Zapowiadało się co prawda tak...

...ale mimo nienajlepszego filmu reklamowego, marka Armaniego dawała nadzieję. Tymczasem zapach mnie rozczarował. Podobnie zresztą jak słodka wersja dla kobiet (akurat nie rozczarowała mnie tak bardzo, bo spodziewałam się, że będą to diamenty w stylu Beyonce). Ostatnio w modzie sa podobne kompozycje. Czułam je już na kilku przypadkowo spotkanych mężczyznach i za każdym razem byłam zmieszana, ale na pewno nie wstrząśnięta. Coś mnie w tej kompozycji gryzie, cos mi się nie składa.

W Diamonds for Men Armani zawarł cytrynę, bergamotkę, pieprz, kakao, drzewo cedrowe, ambrę, wetiwer i drzewo gwajakowe. To, co dominuje, to mocny, rozwodniony jak kakao na wodzie wetiwer, pomieszany z ambrą. Na końcu pozostaje jego posmak na utrzymującym się długo na drzewie cedrowym.

Ten Diamentowy mężczyzna mnie nie przekonuje, bo sam wydaje się być mocno niezdecydowany. Nie jest macho, ale metroseksualny też nie jest. I co najgorsze, OMG!, przypomina mi Ungaro for Men od Avonu, choć oczywiście w szlachetniejszym wydaniu.

Cóż, diamenty nie okazały się najlepszymi przyjaciółmi Armaniego. Wszystko, oczywiście, subiektywne, powiecie. Ale zachęcam do przetestowania i wyrażenia opinii. A nuż na kimś intrygująco się rozwinie. Na pewno jednak nie polecam kupować w ciemno.

A na temat diamentów zdecydowanie wolę takie wariacje...:
11:42, mr_magdaro , FOR MEN
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 lipca 2008
Nieskalany Boss

Bardzo lubię, kiedy flakonik, kolor perfum i wizerunek stworzony przez speców od promocji są spójne z tym, co znajduje się w środku. Tak jest w przypadku nowego zapachu od Hugo Bossa dla mężczyzn, PURE.

"Pure" zapowiadany był jako zapach z kategori świeżych (która, notabene, stanowi 45 proc. wszystkich zapachów oferowanych mężczyznom). Inspirowany jest zapachem wody. Na zdziwione komentarze, że woda nie pachnie, twórcy zapachu odpowiadają: Interesującą rzeczą w przypadku wody jest to, ze większość uznaje, że jest bez smaku i zapachu, tymczasem ma ona bardzo wyraźne smaki, w zależności od tego, skąd ją czerpiemy. No cóż, piękny bełkot marketingowy. Ale w tym przypadku jestem w stanie wybaczyć nawet watę jezykową, bo "Pure" Hugo Boss pachnie kapitalnie.

Boss wyszedł naprzeciw oczekiwaniom i stworzył kolejny niepowtarzalny zapach. "Pure" to propozycja dla mężczyzn lubiących świeże i lekkie perfumy. Jest elegancki, ale nie nachalny. Oryginalny, ale nie dominujący. Znakomity na letnie dni, zarówno dla sportsmena jak i dla yuppi. Gdybym jednak miała koniecznie określić typ meżczyzny, dla którego jest stworzony, to bylby to pewnie smukły atleta około trzydziestki, pewny siebie, uprawiający wspinaczkę lub żeglarstwo.

W nucie głowy "Pure", która odpowiada za świeżość zapachu, znajdziemy figę i śródziemnomorskie cytrusy, w nucie serca, która przełamuje cytrusy - lilie, hiacynt i konwalie, a w bazie, która odpowiada za skojarzenia z wodą - drzewo Massoia. Dzięki takiej kombinacji udało sie stworzyć zapach, który naprawdę kojarzy się z wodą, żaglami, kąpielą pod wodospadem.

W "Pure" jest coś magnetyzującego, co każe przylgnąć do skóry, która nim pachnie. Należy do tych zapachów, które zostają w pamieci na długie lata i wywołują wspomnienia z tym, kto nim pachniał. Kampania reklamowa tym razem nie kłamie - otrzymujemy to, czego mogliśmy się spodziewać. Co ciekawe, dzisiaj w upalną niedzielę, sama mam na sobie "Pure" i czuję się w nim świetnie. Polecam zatem (na) gorąco.

 

12:20, mr_magdaro , FOR MEN
Link Komentarze (4) »
niedziela, 20 lipca 2008
He Wood, czyli kocham Fleischmana

Dooooobra, przyznaję się...! Kochałam się w doktorze Joelu Fleischmanie. Kiedy Przystanek Alaska leciał w Polsce po raz pierwszy w latach 90., byłam smarkulą, ale moja miłość od wtedy nie osłabła, zwłaszcza, że Maggie się starzeje i wreszcie nie wpędza mnie w kompleksy.

Tak właśnie jest. Nie wiem, w czym rzecz. Czy mnie rozczula ta jego nieporadność, chłopięcość, mocna żuchwa (to mój fetysz) czy ogólnie kimat panujący w Northern Exposure - nie wiem. W każdym razie dr Fleishman jest jednym z tych bohaterów serialowych, w których się permanentnie kocham. Do tego stopnia, że raczej się nie interesuję jego późniejszymi rolami, aby nie zespuć wizerunku Joela marznącego w iglo w poszukiwaniu samego siebie, bądź Fleischmana kochającego się z Maggie w jakiejś stodole. (O matko, naprawdę serce mi bije.)

Przez tą stodołę właśnie przypomniał mi się dzisiaj Fleishman. Wyszłam na obiad z domu odrywając się od pracy magisterskiej i po drodze wepchnęłam P. do perfumerii. Żeby nie czuł się gwałcony i sprowadzony do roli testera, wspaniałomyślnie pozwoliłam mu wybrać zapach, instruując, że ma się spsikać tylko jednym i zapamętać nazwę. I padło na He Wood, i bardzo dobrze, bo zapach jest nowy i w dodatku pierwszy od DSquared2, firmy należącej do dwóch twinsów z Kanady, dotąd produkującej tylko ubrania. P. skusiła gra słów w nazwie perfum, a mnie skusił ciekawy flakonik.

Po nazwie mniej więcej spodziewałam się jakiejś choineczki, a tymczasem już na początku zapach trochę zaskoczył, bo poczułam ostre nuty znane m. in. z Fahrenheit i charakterystyczne dla zapachów, które w pierwszej nucie mają to, co inne w ostatniej, czyli ambrę i piżmo.

Po jakimś kwadransie, kiedy P. wyraził aprobatę dla zapachu dla kobiet, który testowałam (o nim jutro), mnie oświeciło:

- A ty pachniesz jak stodoła!

- CO? Pachnę jak gumno? - P. sie wyraźnie obruszył i He Wood stracił u niego w notowaniach.

Tymczasem u mnie zyskiwał z każdym krokiem, bo okazało się, że He Wood się kapitalnie rozwija i naprawdę jest zapachem mocno niepospolitym. Laski, powiadam Wam, zapach ten przywołuje na myśl najmilsze chwile spędzone na sianie, jeśli miałyście tę przyjemność, bądź też w gorszym razie wywołuje takie fantazje. He Wood od DSquared2 nie pachnie lasem, ale drewnem i sianem i naprawdę wiem, co mówię, bo przez pierwsze 15 lat swojego życia wszystkie wakacje spędzałam u babci na wsi i z sianem miałam do czynienia, i ze stodołą i z szopą, z której się nosiło drewno do pieca w kuchni letniej.

Twórcy He Wood, bliźniacy prowadzący DSquared2, tworząc go chcieli oddać hołd kanadyjskim lasom (a może kanadyjskim drwalom;). W nucie głowy zawarli: białą jodłę i ambrę, oraz jakieś tajemne pachnidła (zapewne syntetyki), które do publicznej wiadomości podali jako zapachy kanadyjskich drzew, przejrzystego powietrza i wolności (ale wybaczam im ten marketingowybełkot, jeśli ma ukryć recepturę na takie cacko). W nucie serca, która bardzo szybko miesza się z ostatnią nutą są liście fiołków i akordy wodne. A na końcu mamy wetiwer i cedr. To wszystko niby juz gdzieś było, ale zapewniam Was, że tak jeszcze nie pachniało.

Nie sądzę, żeby He Wood przypadł do gustu panom, którzy się lubią skrapiać upojnymi syntetycznymi zapachami lub niemal kobiecymi woniami dla metroseksualnych. To jest bowiem zapach bardzo cielesny i naturalny. Projektanci zresztą lojalnie zapowiedzieli: "Twój zapach nie powinien wchodzić do pokoju przed Tobą". I tak jest z He Wood, za to na skórze trzyma się długo i jest tak nietypowy i inny niż to, co zwykle mężczyźni na sobie noszą, że naprawdę działa. Facet, który tak pachnie, naprawdę he wood;) W każdym razie mnie;)

Dlatego protestuję przeciwko amorkowi widocznemu na reklamie. Tam powinien być Fleischman. Naturalny, niedogolony, roztargniony i nieco nieporadny, o prawym sercu z bardzo północnej Ameryki. I już.

ps: Zapach może trochę dziwić, więc po więcej filozofiiodsyłam do Now Smell This.

 

20:02, mr_magdaro , FOR MEN
Link Komentarze (4) »
czwartek, 03 lipca 2008
Narciso Rodriguez "For Men", czyli temu panu dziękujemy.

Na życzenie Debergeraca udałam się sprawdzić zapach, który bym mu zamiast Dune poleciła. W pierwszej chwili pomyślałam o męskiej wersji moich ulubionych perfum.

Na reklamie był taki uroczy amorek z czarną czupryną, chłopiec do kochania (w wersji do kochania dla chłopców), więc spodziewałam się czegoś w rodzaju Dune for men, ale nieco subtelniejszego. Pomyślałam, że Rodriguez powił braciszka dla "For Her" i...

...i kolejny raz przekonałam się, że jeśli ufać, to tylko swojemu nosowi, niestety.

Nie, żebym się ostatnio czepiała starszych ludzi, tak się tylko notki ułożyły, ale plis, to mi pachnie jak dziadki w kościołach albo w przychodniach zdrowia. Jakiś taki trupi, walerianowy zapaszek. I szczerze mówiąc, nie wiem znowu, co sobie boski Narciso myślał, może to jakaś perwersja, ja nie wiem, jakas tendencja skrapiania młodych ciałek zapaszkami dla mocno dojrzałych. (Naprawdę mocno dojrzałych!).

Taki zapaszek zawsze się unosił w kościele w moim rodzinnym Sławkowie, zawsze w lewej nawie. Bo tam prawa nawa była dla pań, a lewa dla panów. I tam w tej lewej nawie to niejeden narciso by się znalazł, taki z rozruszaną szczęką albo łysą czupryną. Jdengo takiego pamiętam na przykład, co się na cały kościół najgłośniej wydzierał amen. "Aaaaaaameeee(teraz kończyli wierni)eeeeeeeeen(a teraz on)". I na dodatek nazywał sie Owieczka, lol, całkiem mu z tym nazwiskiem było do twarzy.

Tak czy inaczej, nie polecam. jesli ktoś jest chtny, moze mi na gg napisac adres, chętnie wyślę próbkę, bo na półce jej raczej trzymac nie będę. Niestety nie znalazłam w necie fotki tego amorka ani reklamy, ani wywiadu z projektantem, więc nie bardzo mogę skonfrontować swoje wrażenia z oficjalną wersją. Jednak nie polecam i udaję się na kolejne poszukiwania czegoś w zamian za sonet;)

15:49, mr_magdaro , FOR MEN
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 czerwca 2008
Zapach szefa

Jak powinien pachnieć szef? Najlepiej świeżo i aseksualnie, powinien się zapewne skrapiać czystym profesjonalizmem i stronić od zapachów, które odpinają kobietom bluzki.

Czymś takim właśnie pachnie mój osobisty Szef, ale rzecz jasna nie odważyłam się od dwóch lat zapytać, czym się skrapia. Z pomocą przyszedł mi nowy kolega z pracy, który spośród 16 butelek perfum, z którychkażda służy mu na inna okazję, któregoś dnia wybrał właśnie tę samą, co Szef. Oświecił mnie był wowczas, że ten aseskualny świeży zapach to Declaration Cartiera.

Oczywiście leśną nutkę czuć na odległość, ale szukając dokąłdnego składu, natknęłam się na taki o to poewtycki opis producenta: Déclaration dał nowe wytyczne męskiemu zapachowi na czas jego launchu, drzewną świeżość.
Drzewo jest głównym składnikiem zapachu.
Lol, pomysłowość ludzi od marketingu nie zna granic. Jak widać nie mówi się już dzisiaj o "wchodzeniu w dorosłe zycie" czy o "wchodzeniu w dorosłość", tylko o "czasie launchu". Luz, neich i tak będzie. W każdym razie ubawiło mnie to setnie. Co do nut, znajdziemy tam bergamotkę, gorzką pomarańczę, brzozę, jałowiec, artemizje i kardamon, a na końcu piżmo, wetiwer, dąb i cedr. Czyli zapach leśniczego ;)

Declaration polecam więc szefom, ale tylko tym mającym się jeszcze młodo oraz lubiącym świeżość wiecznym chłopcom. To zapach trochę dla Piotrusia Pana, który kobiety raczej bawi i interesuje niż podnieca.

10:30, mr_magdaro , FOR MEN
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Blog Forum Gdańsk 2010 statystyka