Blog Perfumowany
wtorek, 15 września 2009
Przejrzystość w czystej formie od Issey Miyake

Lubię literaturę faktu, skandynawski design i otaczać się prostymi, klasycznymi rzeczami. Słowem, lubię czystą formę, świat bez make up'u. Wbrew pozorom, prostota jest właśnie zabójcą nudy - podkreśla to, co warte wyodrębnienia. W moje gusta idealnie trafił Arika Levy, który zaprojektował flakon najnowszych perfum Issey Miyake.

Czysta bryła szkła zaprojektowana przez Arika Levy'ego urzeka swoją formą. Od razu zapragnęłam jej dotknąć. Mam w domu kilka perfum kupionych tylko dla pięknych flakonów. Nie wszystkie jednak współgrają z zawartością. Ale "a scent by Issey Miyake" - tak.

Zapowiada się już swoim kolorem - bladym, seledynowym. To minimalizm w czystej formie. Ale to, co minimalistycznie nie oznacza ubóstwa. "a scent..." to akordy drzewne, kwiatowe, świeże i cytrusowe. Mamy tu między innymi hiacytn, galbanum, werbenę, jaśmin i cedr. Wszystko cudownie połączone, daje prosty, elegancki i bardzo kobiety zapach. Czuje się, że kompozytor dokładnie wyważył zawartość, nasączając ją odpowiednią ilością powietrza, wilgoci i drzewnych, leśnych  nut. Morka łąka w lipcowy poranek, gdzieś niedaleko lasu i tartaku. Jest oryginalnie, ale bez kontrowersji. Coś w sam raz na dzień. Polecam.

A poniżej film koncepcyjny. Trzeba się pogodzić z faktem, że perfumy są dziś precyzyjnie zaplanowanym produktem. Przynajmniej dzięki temu w nomen omen zalewie perfum możemy już na poziomie przekazu marketingowego domyślać się, czy w ogóle warto sięgać po dany flakonik. Zobaczcie zatem i odpowiedzcie sobie na to pytanie.

 

poniedziałek, 02 marca 2009
"...Come On With The Rain!"

Ludzie! Luuuuudzie!! Mam hita! i z głębokim przekonaniem okrzykuję go zapachem tej wiosny (tak, wiosny!). Jest nim "L'Eau d'Issey A Drop of Cloud" od Issey Miyake.

Spodziewałam się, że Kryfka (cześć, Kryfka!) nie wróci z Londynu z pustymi rękami. Mało tego, wiedziałam, że wybierze coś wyjątkowego. Ale nie spodziewałam się, że tym razem zzielenieję z zazdrości!

Otóż Kryfka wróciła z Wysp niczym posłaniec wiosny. Wokół jej biurka roznosił się zniewalający zapach, a w oczach widzałam szatański uśmiech. Też bym się tak uśmiechała, jakbym sama upolowała takie cacko. Bo co to jest za pyszotka, Kochani! Nowa wariacja na temat L'Eau d'Issey to jest jak majowy deszczyk, albo arbuz w lato, albo jak woda z fontanny na środku rozgrzanego miasta, albo jak truskawki z szampanem albo nie wiem co jeszcze Wam się może skojarzyć z lekkością, świeżością i zmysłowością.

W zamglonym flakoniku znajduje się biała herbata, płatki róży, lotus, świeże peonie, goździki, tuberoza, białe lilie, białe drewno, piżmo.

Ale niech Was nie zwiedzie pozorna niewinność "A Drop of Cloud". Aniołek to raczej nie jest. W zmysłowości tych perfum jest jakaś zdystansowana elegancja, nie można jej zarzucić ani krzty kokieterii, a mimo to przyjemnie pieści i nie jest pisana chłodnym profesjonalistkom.

Och, podoba mi się niezmiernie, ale pogrążona jestem w rozpaczy, bowiem na mnie te perfumy trzymają się krótko i skazana jestem tylko na delektowanie się nimi na innych. Przypominają mi w tym "Chic" Caroliny Herrery, które były podobne zarówno w nucie jak i w trwałości. Dlatego polecam najpierw przetestować, zanim wydacie pieniądze.

Na pocieszenie boski Kelly, który mi wybornie pasuje do tego zapachu. Posłuchajcie. Przywraca wiarę, że wiosna naprawdę przyjdzie.


Gene Kelly - I'm Singing in the Rain
by goldrausch
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Blog Forum Gdańsk 2010 statystyka