Blog Perfumowany
czwartek, 26 czerwca 2008
Daisy z domu Jacobs. Czy my się skądś znamy?

Po pół roku od światowej premiery, kiedy przyznano jej już nawet nagrody, Daisy od Marca Jacobsa zawitała w polskich perfumeriach jako nowość (woooha!). Niewiele co prawda spodziewałam się po perfumach w takim flakonie, ale na amerykańskich blogach przeczytałam kilka przychylnych recenzji i jednak byłam ciekawa, co też znajdę w tej buteleczce. Tu i ówdzie po polskiej premierze pojawiały się komentarze, że to zapach, którego się nie pamięta i jest żaden. niestety, dla mnie nie jest żaden.

NIe jest, bo jest tak pospolity, że czułam się w nim jakbym się ubrała w podróbkę podkoszulka Ralfa Laurenta made in turkey (takie porównanko, bo akurat jestem po wakacjach i się napatrzyłam jak bołingu większość Polaków wracających z urlopu dumnie prezentowała podróbki wszelkiej maści projektantów). Tak właśnie można się czuć w Daisy. W sumie najlepiej ze wszystkiego brzmi opis nut zapachowych: dzika truskawka, liście fiołka, trochę wanilii, białe drzewa. Mix dość zagadkowy, ale co się czuje, kiedy ten mix znajdzie się na skórze?

Otóż, Miracle Lancome! Oczywiście oszpecone nadmiarem piżma i wanilii, ale jednak. Było miracle a pod spodem coś cieżko-słodkiego. Taki kwiatek do kożucha. I przy okazji kolejny argument potwierdzający moją teorię, że w masowej ofercie jest tylko kilka oryginalnych zapachów, a reszta to tylko wariacje na temat. Podsumowując, nie polecam. A nawet odradzam. Jeśli już ktoś szuka czegoś w tym guście, warto sięgnąć po stare sprawdzone Miracle. Będzie bardziej szlachetnie, czysto, i nie trzeba się będzie wstydzić flakonika z obciachową stokrotką. Czyli kolejna masówka. Daisy ląduje na półce z McPerfumami. Generalnie fuj.

| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Blog Forum Gdańsk 2010 statystyka