Blog Perfumowany
środa, 03 grudnia 2008
Moja dziewczynko z porcelany, czemuś to mi się stłukła?

To słowa z Baczyńskiego. Przypominaja mi się zawsze, kiedy czuję Lalique de Lalique, marki, wobec której żywię szczególny sentyment, a to ze względu na mała fiolkę, którą dawno dawno temu ośmiletniej dziewczynce wetknęła do pamiętika pewna ponętna Ciotka z odległej, magicznej Warszawy.

To było chyba moje pierwsze spotkanie z kobiecością. Dwudziestoparoletnia wówczas Ciotka Dorota przemierzyła pół Polski, by dotrzec do małego miasteczka, gdzie spod reki mojej mamy wychodziły przepiękne kreacje. Poczatek lat dziewięćdziesiątych, kapitalizm już rozsiadał się wygodnie swoim nieupasionym jeszcze tyłkiem w polskim fotelu. Pieniędzy jeszcze nie było, ale już był powiew zachodniej mody, już się widziało coraz więcej gwiazd, więc rózne damulki pielgrzymowały do mojej mamy, która na swojej maszynie do szycia czarowała im wytworne kreacje z francuskich żurnali.

Ciotka Dorota kojarzy mi się dzisiaj z Magdaleną z "Doliny Issy" Miłosza. Emanująca seksapilem bulwersowała całą rodzinkę. Z tamtego spotkania pamiętam właśnie jej blod włosy, jakąś aurę hałasliwej kobiecości i wydatne piersi. Wpadła, przymierzyła sukienkę i pożegnała się, zostawiają mi wpis w pamiętniku (czy dzieci dzisja jeszcze prowadza pamiętniki i wymieniają się karteczkami z notesików?) a w środku fiolkę pierwszych perfum Lalique.

Co to był wtedy za zapach! Przez lata żywiłam przekonanie, że to najpiękniejsze perfumy świata. Naturalnie, dzisiaj nie przyznaję im tego miejsca, ale muszę oddać sprawiedliwość, że Lalique de Lalique to ponadczasowa elegancka kompozycja, na wskroś kobieca. Pobrzmiewa w niej gardenia, mandarynka, jeżyna, magnolia, kwiat pomarańczy, piwonia, róża, ylang-ylang, wanilia, drzewo cedrowe, drzewo sandałowe, piżmo tybetańskie, amber i jugosłowiański mech.

Zapach doskonale nadaje się na wieczór, a w lżejszej wersji - wody toaletowej - będzie dobry równiez na dzień. Zapewne nie spodoba sie miłośniczkom agresywnych perfum, rzucających się na otoczenie oraz zwolenniczkom cytrusów. Ja jednak afirmuję, mimo, że po 16 latach robi na mnie już mniejsze wrażenie. Trochę tego żal, jak dziewczynki z porcelany, aż mi się przypomniała Moon River, którą serwuję dziś na zakończenie (Pamiętacie Audrey, która w Śniadaniu u Tiffanego chowała flakonik perfum w skrytce przy drzwiach do kamienicy?):

PS: A dzisiejszy wpis dla GW, który mi ten fragment z Baczyńskiego kiedyś przysłał i które mi dzisiaj przypomniał. Ja zas nie odmówię sobie fragmentu z mojej ulubionej książki Miłosza i na konice, kto jeszcze wytrwał - dobry fragment o magdalenie właśnie, która była tak uwodzicielska, że aby zatrzymac ciało, zaprzedała po smeirci duszę:

„... Może Magdalena tak bała się fizycznego rozpadu, tak straszliwie broniła się przed wejściem w inny, obcy jej czas wieczności, że gotowa zapłacić każdą cenę, zgodziła się straszyć, kupując przez ten ciężki obowiązek prawo do zachowania nienaruszonego ciała? Może. Jej usta, jak przysięgali, pozostały czerwone. Odcinając jej głowę, miażdżąc żebra, kładziono kres jej cielesnej pysze, pogańskiemu przywiązaniu do własnych ust, rąk i brzucha. Przybita jak motyl na szpilce, stopami w bucikach, które jej kupił Peikswa, dotykając własnej czaszki, musiała już teraz uznać, że roztopi się, tak jak wszyscy, w soki ziemi....”

| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Blog Forum Gdańsk 2010 statystyka